Strona G��wna
Szukaj:   
abc     o nas     login
Wzmocnij POWER - wyjd¼ na rower

Jeśli podoba Ci się ta strona, zagłosuj na nas.

Wyprawy Rowerowe

Jesieñ na Północy - Jesienny Wyjazd Rowerowy 2007

Oto druga wersja relacji z Jesiennego Wyjazdu Rowerowego. Piewsza, cóż, nie przypadła do gustu czytelnikom...Miło było się dowiedzieć, że ktoś spodziewa się od tekstów z KR znacznie więcej niż opisu trasy.

Wbrew wcześniejszym planom Piąty JWR odbył sie nie na Pogórzu lecz na Dalekiej Północy. Uciekając przed nadciągającym nieszczęściem meteorologicznym w ostatniej chwiki zmieniliśmy plany i zgodnie z zaleceniami dyżurnego synoptyka pojechaliśmy na pojezierza Ełckie, Suwalskie i Augustowskie.

Tuż za Ełkiem wjechaliśmy do lasu. Na drodze leżało trochę liści, a tam gdzie stały klony pojawiały sie piękne żółte dywany. Zwykle w takich miejscach, albo tuż przed nimi wyjmowaliśmy aparaty żeby zabrać choć trochę tej jesieni ze sobą. Mam wyjątkową słabosć do klonowych liści i zwykle nie mogę sie zatrzymać, żeby paru nie zebrać i gdzieś sobie nie przyczepić - do kasku, do sakwy, do kierownicy... Chmury na niebie rozstępowały sie czasami wpuszczając po kilka promieni słoñca. A więc chmury - jedziemy, przerwa na klonowe liście, jedziemy dalej, słoñce - cały las w kolorach i znowu przerwa na zdjęcia. Nad Jeziorem Selmęt Wielki słoñce dało jednak za wygraną i zrobiło się nieco nostalgicznie, ale bez przesady, nie była to żadna szaruga, niebo miało wyraźny charakter i każda chmura była na swoim miejcu. Szutrowymi i polnymi drogami objechaliśmy jezioro. Po drugiej stronie zrobiliśmy sobie przegryzkę na pomoście łapiąc kilka ostatnich przebłysków słoñca. A potem były już tylko pola, zaorane, gotowe do zimy. Gnieniegdzie wśród tych pól tkwiły kępy wysokich drzew próbujące swoją żółcią przebić ciężkie niebo, jak zabłąkany promieñ słoñca który wpadł podczas przejaśnienia i teraz próbował wrócić na górę.

Golubka - Golubie - Gąsiorowo - Chełchy - Czaple - tak, mijaliśmy jakieś wioski, to tu , to tam kilka domów, czasem jakiś sklep. Ale tak naprawdę na Północy nazwy miescowości nie mówia nic o drodze, to tylko punkty w bezkresnym labiryncie polnych dróg. Tak jakby zapisać trasę "Ziemia - Słoñce". Niby wiadomo skąd i dokąd ale to 8 minut świetlnych przestrzeni zupełnie zostało tu pominięte. Na Północy droga wiedzie przez pola, wielkie pagórkowate przestrzenie,ograniczone tylko chmurami na niebie, bo chmury sa tu zawsze. Jeździliśmy więc po polach, czasami okazywało się że to nie tędy więc przez kolejne pola jechaliśmy tak mniej więcej we właściwym kierunku. Mapa czasami zgadzała się z rzeczywistością, ale tak na prawdę to jechaliśmy na północ a to gdzie dokładnie byliśmy okazywało się co pewien czas, kiedy napotykaliśmy linię kolejową. Wtedy mogliśmy dokładnie powiedzieć - "jesteśmy na lewo od torów".

Nadszedł jesienny wieczór. Jechaliśmy wtedy już zupełnie bez drogi, po skoszonym polu kukurydzy. Słoñce schowało się za zachmurzony horyzont a niebo na wschodzie zrobiło sie czyste. Było prawie ciemno, wschodził księżyc a z za horyzontu na zachodzie przesączało się jeszcze trochę dziwnego fioletu. Zmrok, księżyc, fioletowy wieczór, jesieñ, trzech kolesi zjeżdzą z górki po skoszonym polu kukurydzy, wkoło pełno ostrych sterczących łodyg. Wiem ,jakbym się przewrócił to bym się na którąś nadział - potem rozmawialiśmy i każdy o tym pomyślał. Ale wtedy panował lekki duch wieczornego obłędu i każdy po prostu jechał. Byliśmy już dośc zmachani, jechaliśmy wierząc, że kompas nie kłamie i że tam już za górką będzie asfalt. Był. Włączyliśmy światła i pojechaliśmy nad jezioro Olecko Małe, gdzie rozstawiliśmy namioty, rozpalilismy ognisko i upiekliśmy szaszłyki. Gdzieś pomiędzy "rozpaliliśmy" a "upiekliśmy" dojechał do nas Meeck, kóry wyruszył późniejszym pociągiem.

Wstaliśmy akurat w momencie, kiedy niebo na wschodzie zaczęło pękać i pojawiła się pierwsza rysa czerwieni. Jeszcze po ciemku jedliśmy śniadanie, patrząc jak chmury odsuwaja się z nad jeziora. Mgiełki niczym duchy łabędzi wedrowały po tafli. Wyjechaliśmy, wszędzie w koło był szron, w powietrzu jeszcze trochę mgiełki lekko rozmywającej kontury, światło było miękkie, aksamitne. Pomiędzy drzewami mrugało jezioro. Minęliśmy Olecko i znów zagubiliśmy się wśród pól.

Drugie śniadanie wypadło nad jeziorem Garbaś. Zrobiło się wtedy całkiem słonecznie. Wktótce dotarliśmy do Filipowa. Tam udaliśmy się niezwłocznie do komisji wyborczej i wzięliśmy udział w głosowaniu. Frekwencja wyborcza w grupie wyniosła 75%.

Droga z Wólki do Huty idąca przez pagórki otaczające jezioro Rospuda jest jednym z moich ulubionych kawałków Wrzechświata. Jechałem tamtędy kilka razy, i zawsze za Filipowem już nie mogę się doczekać kiedy po szybkim zjeździe minę przesmyk pomiędzy Rospudą i Jeziorem Kamiennym, żeby za chwilę stromym podjazdem wydostać się na pagórki i drogą przez wyskokie łąki pojechać na północ. Więc najpierw zjazd, potem przesmyk, jezioro otoczone kolorowymi drzewami, lekko rudziejące trzcinki i pod górę, przez łąki na pagórkach, z widokami na jezioro. Suuper! Trochę dalej, już za lasem przy leśniczówce topole nagubiły liści, które przykryły caluśką drogę. Słoñce odbijało się od nich tak, że trzeba było mrużyć oczy. Zrobiliśmy oczywiście przerwę fotograficzną, każdy parę kółek dookoła żeby koledzy mogli napstyrkać.

Przez Lisią Górę pojechaliśmy do Przerośli i wyjechaliśmy z niej nie tą drogą - niby takie proste na mapie i wszystko się zgadza a jednak się nie zgadza. Zrobiliśmy więc szybką korektę kierunku - pierwsza polna w lewo. Wyglądało dobrze, dotarliśmy na szczyt pagórka, oczywiście drogi dalej już nie było, były za to łąki pogrodzone pastuchami elektrycznymi. Każdy opanował sobie jakiś sposób przechodzenia, generalnie chodziło o to żeby przeciągnąć rower na drugą stronę nie dotykajac drucika. I tak z 10 razy - zejście z roweru, zgrabne przeturlanie się pod pastuchem, przeciągniecie roweru, jazda po łące. W koñcu dotarliśmy do naszej drogi, energetycznie rzecz biorąc na tym kilometrze z pastuchami zmachaliśmy się tak, jakbyśmy przejechali z 10, oczywiście lepiej było by sie wrócić do Przerośli i poszukać właściwej drogi jednak kto się lubi wracać.. Pojechaliśmy juz dalej przez pagórki w stronę jeziora Hañcza. Konie na pastwiskach przyglądały nam się z ciekawością ale i z pewnym dystansem - wiedziały dobrze to co my - że nie można dotkąć drucika... Nad Hañczę zajechaliśmy nieźle głodni i zrobiliśmy tam dłuższą przerwę przegryzkową, po której pojechaliśmy do Wodziłek.

Zawsze w okolicach Wodziłek przychodzi mi na myśl, że w zasadzie ten fragment Suwalszczyzny można by spokojnie nazwać Pogórzem Suwalskim. Najpierw zaliczyliśmy stromy zjazd z Bahanowa, potem pozwiedzaliśmy Wodziłki przeznaczając trochę czasu na obowiazkowe oglądanie moleny i bani (dla nie wtajemniczonych - molena to cerkiew staroobrzędowców, a bania to rodzaj sauny). Z Wodziłek grzbietami pagórków pojechaliśm na wschód, w stronę Cisowej Góry. Po drodze podziwialiśmy rozległe ponoramy górzystej okolicy i brudziliśmy się w błocie. Błoto jest nieodłącznym elementem każdego Jesiennego Wyjazdu. Zabłoceni i zmachani dotarliśmy w koñcu do Gulbieniszek.Na nocleg nad jezioro Szelment Wielki dotarliśmy już po zmroku. Rozpaliliśmy ognisko i tym razem swoje talenty kucharskie zaprezentował Darek serwując nam pieczone w ziołach uda kurczaka.

Noc była cieplejsza niż poprzednia a ranek pochmurny. Wyruszyliśmy tuż po wschodzie, minęliśmy Cisową Górę i szlakiem niebieskim kluczyliśmy wśród pagórków otaczających jezioro. Znowu poczuliśmy się jak w górach a jezioro pokazało nam się może ze dwa razy. Po przerwie drugośniadaniowej, która wypadła tym razem pod sklepem w Kaletniku udaliśmy się w stronę Wigierskiego Parku Narodowego. Znowu zagłębiliśmy się w kolorwe lasy, drogi i dróżki, minęliśmy jakies bagienko, mostek na rzeczce - słowem doświadczyliśmy wszystkich uroków leśnego rowerowania.

Dotarliśmy w koñcu do Wigier i poszliśmy na pomost na herbatkę . Termos to podstawa jesiennych wypadów. Herbatka z termosu ma smak przynajmniej kilku wyjazdów. Smakuje trochę dymem z ogniska, bo czasami wodę gotuję się na ognisku. Troche smakuje kawą bo w termosie czasami wozi sie kawę. No i trochę herbatą. Ale najważniejsze, że jest gorąca. Na wietrznym pomoście nad Wigrami była to jej podstawowa zaleta. Okrążyliśmy jezioro Wigry i dotarliśmy do Danowskiego. Danowskie ma znaczenie historyczne, bowiem to tu znajduje się słynna huśtawka, która wzięła udział w filmie RWM-3. Zobaczyliśmy huśtawkę i kilkaset metrów dalej, na skraju lasu zatrzymaliśmy się na ostatni na tym wyjeździe posiłek. Potem gnaliśmy na pociąg. Gnaliśmy przez kolorowe lasy, po liściach, po leśnych pagórkach. Zdążyliśmy.

Trasa - 230 km
2007-10-20 (Sobota) - 65 km :
Ełk PKP - Ełk Szyba Wschodnia - Mrozy Wielkie - Sordachy - Koziki - Giże - Brodowo - Sypitki - Makosieje - Łoje - Golubka - Golubie - Gąsiorowo - Chełchy - Czaple - Świdry - Wólka Kijewska - Zatyki - Norki - Olecko Małe - nocleg nad jeziorem Olecko Małe
2007-10-21 (Niedziela) - 85 km :
Olecko Małe - Olecko - Imionki - Krupin - Godziejewo - Gębałówka - Sadłowina - Żabieniec - Bakałarzewo - Małtak - Garbaś - Filipów - Wólka - Huta - Leśniczówka Czostków - Lisia Góra - Przerośl - Blenda - Hañcza - Jezioro Hañcza - Bachanowo - Błaskowizna - Wodziłki - Gulbieniszki - Sidorówka - Udryn - Gerdawy - Leszczewo - nocleg nad jeziorem Szelment Wielki
2007-10-22 (Poniedziałek) - 80 km :
Jezioro Szelment Wielki - Przejma Wielkia - Fornetka - Dębniak - Wiatrołuża - Kaletnik - Lipniak - (szlak czarny) - Stary Folwark - Wigry - Czerwony Krzyż - Monkinie - Danowskie - Strękowizna - Przewięź - Augustów PKP

Udział wzięli
  • Marek Feszczuk [meeck]
  • Radek Jędrzejczak
  • Darek Opasek
  • Piotrek Piłaciñski [Piła]

Skomentuj >>

deszcz ... szkoda~yakari
Witam. Szkoda że nie jechaliście na Pogórze. Mieszkam na podkarpaciu i zastanawiam się czy można by było z Wami kiedyś umówić się na jakiś  ... [dalej]2007-11-21 13:52
relacji numer 3 nie będzie~Piła
Cieszę się że podoba się bardziej. Co do tego że akurat dwa fragmenty są podobne ale zmienione to się nie zgadzam. "bardziej jesienność ... [dalej]2007-11-01 15:52
Kolejny wpis~kot001
Kolejny wpis na stronie to miła niespodzianka po pewnej przerwie. Po Suwalszczyźnie jechałem latem - tym milsza była lektura - zaraz zajrzę jeszc ... [dalej]2007-11-01 14:55
bo część wcięło~Sofronoff
Dzielę się swoimi przemyśleniami. Komentuję, skoro są ku temu narzędzia. Z pisaniem, mówieniem jest w koñcu jak z podróżowaniem. Można du ... [dalej]2007-11-01 14:14
efekt motyla?~Sofronoff
Odkąd regularnie zaglądam na stony KR, nie rozczarowałem się publikowanymi tu treściami. Cieszę się również, że komantarze internautów nie ... [dalej]2007-11-01 14:10
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i publikowanie tylko na zasadach
określionych przez redakcję Koła Roweru >>zobacz.
strona główna |  index

0.03833 sek.  optima cennik